wysokie napiecie
Prąd drożeje na rynku, ale mrożenie cen nie jest lekarstwem
Takie wnioski można wysnuć z debata o rynku energii, która była jedną z najważniejszych na konferencji "Energy Days" w Katowicach ze względu na sytuację z cenami.
W zeszłym roku odbiorcy korzystający z taryf, zatwierdzanych przez Prezesa URE płacili po 500 zł za MWh. Od początku tego roku administracyjne ustalanie cen zniknęło, a taryfy w grupie G11 zostały zatwierdzone na poziomie 495 zł za MWh. Tyle, że na Towarowej Giełdzie Energii ceny od lata rosną. W podstawowych kontraktach Base na 2027 na TGE roku cena "niestety jest stabilnie wzrostowa" - ocenił prezes TGE Piotr Listwoń. Zaznaczając jednocześnie, że na tle Europy polska giełda energii nie jest wyjątkiem, bo ceny energii elektrycznej i gazu rosną ostatnio praktycznie na każdej giełdzie. A notowania prądu i gazu są ze sobą mocno powiązane.
Rząd nie planuje interwencji
Wiceminister energii Konrad Wojnarowski jasno zadeklarował, że "na pewno nie jesteśmy przed kolejnym okresem zamrażania". W jego ocenie "sytuacja na rynkach hurtowych wygląda na dziś stabilnie", a w Polsce na rynek trzeba patrzeć przez pryzmat Krajowego Planu na rzecz Energii i Klimatu. Jak przypomniał, polski KPEiK zakłada, że dzięki inwestycjom w sektor energii końcowa cena dla konsumenta do roku 2030 ma spaść o 10%, a do 2040 roku nawet o 20%.
Odbiorców oczywiście bardziej interesują ceny w przyszłym roku. Ostateczna decyzja w sprawie taryf dla gospodarstw domowych należy do URE. Należy się spodziewać, że wnioski taryfowe spółek będą wyższe niż w zeszłym, a jaką decyzję podejmie URE, to okaże się w najbliższych tygodniach.
Prezes TGE, odnosząc się do europejskiej korelacji między cenami gazu i prądu przypomniał, że we wrześniu 2026 rynkowe ceny gazu były najwyższe w tym roku i w ogóle od trzech lat.
W polskich realiach trzeba też brać pod uwagę rosnące od marca tego roku ceny uprawnień do emisji CO2 w efekcie mocno wpływające na fundamenty kształtowania się cen energii i gazu ziemnego m.in. doprowadzając we wrześniu kontrakty roczne na TGE do najwyższych poziomów od trzech lat. Tyle, że wcale nie musi to oznaczać, że prąd w przyszłym roku będzie dla odbiorców droższy.
"Dobra informacja jest taka, że kontraktacja na rynku terminowym miała miejsce z wyprzedzeniem. Spółki kontraktują się teraz na 2-3 lata do przodu. Mogły się zatem wcześniej zakontraktować taniej" - wskazał Listwoń.
Na TGE dzisiejsza cena podstawowego kontraktu BASE na 2027 rok przekracza 540 zł za MWh. Tymczasem zakładając wcześniejsze kontraktowanie to średnia ważona wolumenem na rynku na przyszły jest rzędu 450 zł za MWh - ocenił prezes TGE. "To jest mniej niż to co widzimy obecnie na rynku i to właśnie ceny z tej kontraktacji będzie brał pod uwagę Prezes URE zatwierdzając ceny w taryfach na przyszły rok" - podkreślił Listwoń. Zwrócił też uwagę na rosnący wolumen handlu energią elektryczną na przyszły rok. To oznacza, że cena jest sprzyjająca, żeby handlować - ocenił.
Mrożenie cen nic nie daje
Z kolei według prezesa PSE Grzegorza Onichimowskiego, z mrożenia cen żadnych pozytywów. "Firmy energetyczne dużo więcej zarobiły na rekompensatach, niż straciły na zamrożeniu cen sprzedaży. Tego typu redystrybucja jest bardzo złym pomysłem" - ocenił. Co więcej, według niego powrót do zamrażania w postaci niskiej ceny w stałej taryfie G11 byłoby olbrzymim błędem". "Stała taryfa G11 z niską ceną to działanie na szkodę transformacji polskiej gospodarki.(...) To co dziś musimy budować to elastyczność po stronie popytowej, czyli zachowania klienta, który będzie kupował energię wtedy, gdy jest jej dużo i gdy jest tania" - przekonywał szef operatora przesyłowego.
Najbardziej gorąca dyskusja w trwa wokół cen dla przemysłu "Mrożenie cen przeszło na mrożenie kosztów zakupu energii przez podmioty energochłonne. Mają programy wsparcia, dopłaty do cen zakupu.(...) Nie do końca odeszliśmy od mrożenia, a dodatkowo jest sporo kontrowersji, które podmioty są energochłonne, a które nie" - przekonywał Slawomir Czaja z EY.
Tymczasem w ocenie byłego prezesa Energii, a dzisiejszego szefa Pstryk Mirosława Bielińskiego przemysł energochłonny mógłby płacić mniej dzięki reformie opłat dystrybucyjnych. Takie podmioty powinny płacić za dostęp do sieci, a nie za pobraną nią energię. "Przemysł pobiera energię przez przyłącze, ale nie generuje w ten sposób dodatkowych kosztów po stronie dystrybutora" - zauważył Bieliński.
Ile obliga w obligu
Przy okazji dyskusji o cenach i ich regulowaniu wrócił temat podniesienia obliga, czyli obowiązku sprzedaży przez wytwórców energii elektrycznej poprzez giełdę. Dla przypomnienia, obecny. poziom obliga wynosi równe zero. Ponad rok temu rząd zasygnalizował taki zamiar, a teraz pojawiły się ostatnie ustalenia z konsultacji publicznych. Pierwotnie chodziło o podniesienie poziomu obliga do 85% wraz z objęciem nim instalacji OZE o mocy ponad 10 MW. Po konsultacjach próg ten podniesiono do 50 MW.
Prezes TGE Piotr Listwoń jest zwolennikiem podniesienia obliga. "Obligo bardzo ważne jest z perspektywy hurtowego obrotu energią, które daje perspektywę zwiększenia płynności, a to z kolei powoduje spadek spreadów między cenami kupna i sprzedaży, przekłada się na spadek ryzyk i kosztów po stronie uczestników rynku, zwiększa transparentność obrotu" - wyliczał Listwoń.
Jak zaznaczył, większa płynność powoduje, że na rynku hurtowym towar, w tym przypadku energia elektryczna, jest dostępna w dostatecznej ilości. "Zawężona możliwość kupna na rynku hurtowym przekłada się na wyższe ceny na rynku detalicznym. (...) Obligo może więc częściowo zwiększać presję na obniżanie ceny na rynku hurtowym (...). Ale przede wszystkim jego zadaniem pośrednim jest budowanie większej konkurencji i uzyskiwania oszczędności na rynku detalicznym" - ocenił Listwoń.Jak jednocześnie zauważył prezes TGE, można poszukać innego rozwiązania, redukującego koszty obrotu giełdowego, jak na przykład zwolnienie handlujących na giełdzie z opłat koncesyjnych za obrót energią elektryczną czy gazem.
Ministerstwo Energii, w jednym z projektów zmiany prawa energetycznego proponuje tymczasem 10-krotny wzrost opłat koncesyjnych za obrót energią elektryczną w ogóle, choć po protestach branży minister energii Miłosz Motyka stwierdził w zeszłym tygodniu na antenie Polsat News, że projekt będzie zmodyfikowany "Takiego poziomu radykalnego (podwyżek opłat –red) na pewno nie ustawimyGrzegorz Onichimowski, szef PSE, który w przeszłości kierował też Towarową Giełdą Energii także widzi więcej zalet niż wad przywrócenia obliga. Jak zauważył, zmienność rynku jest coraz wyższa, a hedging jest coraz droższy jeśli ktoś uważa, że chce mieć kontrakty średnio- i długoterminowe. Ale takie kontrakty lepiej zawierać na rynku o wysokiej płynności. "Dobrze jest mieć giełdę jako miejsce koncentracji popytu i podaży i gdzie jest płynność, o którą trzeba dbać i wspierać. Mam nadzieję, że podniesienie obliga pojawi się szybko" - powiedział Onichimowski.Z kolei prezes TGE wskazał, że liczyć się będzie skala wyłączeń spod obliga. Jak zauważył Piotr Listwoń, wytwórcy OZE raczej działają na rynku spot, a nie terminowym, więc nie ma jakiejś "palącej potrzeby" objęcia tego sektora obligiem. "Liczy się to, ile będzie innych wyłączeń spod obowiązku" - dodał prezes TGE.
Z ostatnich informacji o losach projektu wynika jednak, że wyłączenia będą i to niemałe. Na giełdę nie będzie musiała trafiać energia sprzedawana na podstawie umów PPA czy z długoterminowych kontraktów zabezpieczających finansowanie lub refinansowanie inwestycji. A to obejmuje np. offshore czy część nowych bloków gazowych. Spod obliga ma zostać wyjęta też energia zakontraktowana przed wejściem w życie ustawy, chyba, że strony zmienią warunki umowy, takie jak cena czy wolumen. I wreszcie część obrotu wewnątrzgrupowego także zostanie zwolniona z obowiązku giełdowego. Jakie będzie efektywne obligo? To dopiero zobaczymy.
---
Tekst powstał we współpracy z Towarową Giełda Energi S.A.
about 3 hours ago